Pakiet ustaw : “Dezinformacja”
I rozwiązanie
Politycy dziś lawirują między wygłaszaną opinią a podawanymi fake newsami. Opinia jest chroniona wolnością słowa. Politycy mają prawo wygłosić swoją opinię. Ale opinia ta powinna być oparta na faktach. Nie mają prawa świadomie wprowadzać w błąd. Fałsz nie jest faktem. W proponowanym rozwiązaniu w ustawie o przeciwdziałaniu dezinformacji w przestrzeni publicznej wypowiedź publiczną uznaje się za fakt, jeśli odbiorca mógł ją tak zrozumieć. Zatem o charakterze wypowiedzi decyduje jej odbiór przez przeciętnego adresata. Przy czym ciężar wskazania czy wypowiedź miała charakter opinii spoczywa na jej autorze. Przecież to właśnie polityk najlepiej wie czy w danej chwili mówi prawdę, fakt sprawdzony, czy wygłasza swoja opinię. Wystarczy to publicznie zaznaczyć. Wolnością słowa nie można tłumaczyć szerzenia dezinformacji. A najskuteczniej ograniczyć zalew fake newsami jest u źródeł ich powstania. W głowie polityków musi się pojawić kalkulacja czy opłaca mi się dezinformować dla manipulacji. Czy dobrze sprawdziłem źródło swojej podawanej informacji. Wypowiedzi polityków powinny być przygotowane, źródła informacji sprawdzone z należytą starannością. Jeśli nie, lepiej jest wraz ze swoim twierdzeniem zastrzec, że podawana właśnie informacja jest opinią, nie faktem. To jest minimum, które suweren ma prawo wymagać od polityków.
Obywatele utrzymują aparat władzy. Mówienie Nam prawdy po prostu Nam się należy. To jest nasze prawo. To jest też kwestia szacunku dla swoich wyborców. Politycy powinni go okazać Nam przez przekazywanie sprawdzonych, prawdziwych informacji. Politycy nagminnie manipulujący dezinformacją nie powinni podlegać reelekcji. Skutkiem ubocznym wprowadzenie tego rozwiązania jest poprawa kultury debaty politycznej w Polsce.
Regulacja tego typu jest pionierskim rozwiązaniem na świecie. Dlatego, iż eliminowanie dezinformacji jest bardzo delikatnym problemem. Z jednej strony można zamrozić debatę polityczną, zbyt mocno zaingerować w wolność słowa i immunitet. Z drugiej strony można zrobić “martwe prawo” w praktyce nie egzekwowalne przez skomplikowanie proceduralne. Aby uniknąć tych zagrożeń ustawa musi :
1.Czytelnie zdefiniować i rozróżnić opinię vs. weryfikowalny fakt.
2.W ustawie trzeba podkreślić, że tylko istotna dezinformacja będzie podlegać weryfikacji, musi w istotny sposób wpływać na opinię publiczną, na jej potencjalne skutki.
3.Ustawa nakłada ciężar określenia na podającego informację, czy jako odbiorcy mamy doczynienia z opinią czy faktem.
4.Ustawa nakłada na podającego informację ciężar sprawdzenia jej z należytą starannością pod kątem faktograficznym. Efekty tej czynność będą mogły być oparciem przy ewentualnym pozwaniu.
To polityk musi wykazać prawdziwość informacji. Sąd będzie musiał zbadać, czy :
1.Informacja mogła zostać zrozumiana przez obywateli jako fakt,
2.Sąd zweryfikuje czy podane w pozwie informacje stanowią potwierdzenie charakteru dezinformacji,
3. Sąd stwierdzi czy dezinformacja jest istotna z punktu widzenia szkody dla Państwa zarówno pod kątem zasięgu społecznego jak i obszaru funkcjonowania państwa, którego dotyczy
4. Sąd wezwie polityka, aby przedstawił swój punkt widzenia, stwierdza czy polityk wykazał się starannością przy weryfikacji faktograficznej podawanej przez siebie informacji
5. W zależności od ilości podobnych spraw toczonych wobec polityka sąd zasądzi sfinansowanie kosztów przywrócenia równowagi w przestrzeni publicznej oraz zrekompensowania budżetowi kosztów postępowania sądowego,
6. Treść oświadczenia i data zostają wyznaczone przez sąd w medium o podobnym zasięgu i czasie emisji,
7. Polityk ma prawo do odwołania, bez możliwości rozmywania sprawy.
8. Sąd II instancji w kolejny dniu rozpoznaje zebrany wcześniej materiał dowodowy i wydaje wyrok prawomocny,
9. Następuje sprostowanie w mediach, za które płaci dezinformator
10. Sąd nie ocenia informacji, nie wpływa na polityka i jego wypowiedź. Sąd weryfikuje jedynie na podstawie ogólnie dostępnych źródeł informacji czy dana informacja będąca przedmiotem sprawy jest zgodna z tymi źródłami czy nie jest zgodna. W kwestiach spornych polityk ma domniemanie mówienia prawdy.
Reasumując politycy będą musieli przywrócić równowagę w przestrzeni publicznej- medialnej po wygłoszonej prze siebie dezinformacji. W rezultacie będą musieli sfinansować sprostowanie, krótkie oświadczenie wg wzoru podanego przez sąd. Oświadczenie musi być wyemitowane w mediach o podobnym zasięgu i czasie emisji jak fake news. Oprócz tego polityk musi zrekompensować budżetowi koszt postępowania sądowego. Mechanizm ten mógłby dotyczyć również posłów i senatorów podających dezinformację poza mównicą sejmową, gdzie nie obowiązuje immunitet. Sprawy musiały by być toczone w trybie publiczno prawnym. Aby całość miała sens cały proces od stwierdzenia dezinformacji, wstępnej analizy zasadności, wyroku nakazującego sprostowanie i samego sprostowania musi się odbyć relatywnie szybko, w trybie wzorowanym na trybie wyborczym. Jednocześnie z zachowaniem zasad praworządności i prawa do wysłuchania i obrony strony potencjalnie dezinformującej. Oczywiście system musi być wzbogacony w bezpieczniki przeciwko warcholstwu. Przed zalewem wniosków paraliżujących sąd bezpiecznikiem może być rekompensata za nadużycie prawa procesowego. Poza tym nacisk na kryterium istotności sprawy dla funkcjonowania państwa zapewni szybką selekcję spraw. Natomiast zabezpieczeniem dla państwa przed politykami, którzy będą się ociągać ze sprostowaniem będzie komornicza egzekucja kosztów wraz z odsetkami za sprostowanie, która się odbędzie mimo braku ich woli. Oczywiście pierwsza “wpadka”polityka byłaby traktowana ulgowo raczej ostrzegawczo. Druga i kolejne mogły by wprowadzać dodatkowe konsekwencje.
Dezinformacja musi być wąsko definiowana, jasno oddzielona od opinii. Musi dotyczyć sprawy publicznie istotnej. Fakt powinien być oparty jednoznacznie na dokumencie urzędowym, oficjalnej statystyce, badaniach naukowych, obowiązujących aktach prawnych lub prawomocnych orzeczeniach. Dezinformację może wskazać poseł, senator, grupa obywateli, organizacje poza rządowe, rzecznik praw obywatelskich. Jednakże system będzie skupiony na zachęceniu do współpracy wyborców ze swoim posłem z regionu. Taki system mieszany byłby najlepiej widziany.Przy czym wniosek do sądu musi zawierać zarówno datę powstania dezinformacji, ale również źródła wskazujące na nieprawdziwość oraz istotność sprawy. Pamiętajmy, że częste składanie nie pełnych czy fałszywych wniosków jest kosztogenne dla budżetu państwa, stąd sąd będzie musiał takich wnioskodawców obarczać kosztami swojej wstępnej, formalnej analizy, jeszcze przed rozpoznaniem właściwej sprawy. Nie każda sprawa byłaby rozpatrywana. Sąd podejmuje decyzję czy sprawa jest istotna z punktu widzenia państwa. Sąd będzie musiał podać publicznie uzasadnienie swojego wyroku. Do rozstrzygania tego typu spraw muszą być wyodrębnione wydziały.
Teraz najważniejsze : ustawa nie ma z założenia eliminować każdą dezinformację podawaną lub dystrybuowaną przez niezliczone media. Nie chodzi też o karanie za każde nieprawdziwe słowo. Ustawa ma obnażyć patologię dezinformacji i manipulacji u polityków. Aby tego dokonać skupia się tylko na dezinformacji o strategicznym wpływie ze względu na charakter i zasięg. Czyli tej dotyczącej obszarów związanych z wyborami i demokracją, zdrowiem publicznym, podatkami, finansami publicznymi i bezpieczeństwem państwa, z wojną lub kryzysem. Istotny jest zasięg informacji. Sąd będzie musiał przed wszczęciem postępowania stwierdzić czy dezinformacja potencjalnie mogła mieć duży wpływ na obywateli. Oczywiście kryteria wg których to uczyni muszą być zdefiniowane przez ustawodawcę.W zamiarze kilka spraw w roku zakończonych finansowaniem z prywatnej kieszeni publicznych sprostowań powinno wprowadzić kalkulację w głowach polityków. Politycy muszą zauważyć, że już nie jest bezkarne publiczne podawanie dezinformacji z premedytacją.
Nikt nie lubi być oszukiwany i wykorzystywany. Wyborcy powinni mieć obiektywną informację, którzy politycy mataczą , nagminnie dezinformują. Sądy będą informować o prowadzonych sprawach i swoich werdyktach. Wyborcy będą mieli dostęp do tych informacji i to oni przy okazji wyborów powinni usuwać dezinformatorów z przestrzeni politycznej. Właśnie dzięki tej ustawie wyborcy będą mogli decydować przy urnach wyborczych o losie takich pseudopolityków. Ustawa ta ma jeszcze inny aspekt. Związany z bezpieczeństwem kraju, z niepodległością. Dezinformacja jest niebezpieczna z punktu widzenia stabilności państwa polskiego, bowiem to ona właśnie żywi populizm. Populizm dzielący państwo, obywateli na swoich i obcych, kreujący wyimaginowanych wrogów. Stąd wyeliminowanie dezinformacji staje się priorytetem w reformie życia politycznego. Ograniczy to paliwo dla populizmu, tym samym pomoże zjednoczyć zwaśnionych obywateli, wzmocni kraj. Każdy obywatel ma prawo do rzetelnej prawdziwej informacji niezależnie z jaką opcją polityczna się utożsamia.
II rozwiązanie
System miałby inną konstrukcję. Cel jest ten sam wyeliminowanie dezinformacji z życia publicznego. Eliminowanie dezinformatorów również przypada suwerenowi. Jednakże Państwo ogranicza się do stworzenia sytemu “publicznej pamięci” dostępny online dla każdego obywatela. Każdy obywatel ma prawo do zainicjowania procesu weryfikacji wypowiedzi polityka. AI wg algorytmu rozpatrzy podana informację uwzględniając zawarte w ustawie warunki : czy dana informacja jest faktem czy opinią, czy jest weryfikowalna, na końcu zweryfikuje faktograficznie na podstawie istniejących zasobów. Wtedy mamy wynik czy informacja jest dezinformacją, czy trudno powiedzieć, czy jest faktem. Na ostatnim etapie całość powinna być potwierdzona przez człowieka, jedynie pod kątem poprawności przebiegu procesu. Coś jak audyt systemu, na podstawie procesu. System dostępny online będzie zawierał rekordy dezinformacji spełniające warunki w algorytmie. Tu też musi być warunek istotności. Polityk będzie mógł się odnieść to informacji zawartej na temat jego wypowiedzi. Na tym koniec. Każdy obywatel przed wyborami może filtrować polityków po nazwiskach, sprawdzić ile razy i w jakich sprawach system skonfrontował się z danym politykiem. To wyborca będzie sędzią. Wyborca decyduje czy polityk powiedział dezinformację. Czy daje wiarę tłumaczeniom polityka. System jedynie magazynuje i dostarcza informacje. Informację dla suwerena. Jest jakby “publiczna pamięcią”.