Bezpośrednim impulsem takich rozprawek filozoficznych jest próba zrozumienia rzeczywistości. Zrozumienia ludzkich zachowań. Oczywiście często to właśnie polityka jest inspiracją. Widzimy jakieś zjawiska i zastanawiamy się skąd się biorą, czemu istnieją jaki wpływ mają na nasze życie. Dziś biorę na warsztat polski patriotyzm. Dokładniej dajmy na to obchody Święta Niepodległości. Czemu nie obchodzimy je wszyscy razem, przedstawiciele różnych warstw społecznych, zawodów, opcji politycznych. Czemu prześcigamy się w przedstawianiu siebie jako tych prawdziwych patriotów, lepszych Polaków. Przed przedstawieniem swojego punktu widzenia muszę dla lepszego zrozumienia wprowadzić kilka pojęć. Polska-rozumiana jako kraj wszystkich Polaków i legalnie przebywających cudzoziemców. Plemię-rodzina lub rodzina plus znajomi, ci znajomi dzielący wspólne zainteresowania i poglądy.
Spójrzmy teraz na nasze zachowania w zależności od postrzegania siebie jako bytu lokalnego lub szerzej jako bytu narodowego. Zadajmy sobie dwa pytania. Pierwsze pytanie : czy jestem dumny z bycia Polakiem? Czy chce być częścią społeczeństwa polskiego? Czy chcę trwać tu, rozbudowywać ten kraj, reformować go, czy może nawet jak trzeba oddać za niego życie? Drugie pytanie: czy jestem dumny z bycia częścią swojej rodziny, swojego lokalnego otoczenia? Ludzi w kraju raczej nie rozumiem, stąd nie rozpatruję ich zachowań i poglądów. Interesują mnie moje lokalne kontakty, ludzie myślący jak ja. Co mnie obchodzi cały kraj, skoro mieszkają tam dziwni, nie zrozumiani przeze mnie ludzie.
Pozytywne odpowiedzi na powyższe zestawy pytań definiują nam portrety odpowiednio dwóch Polaków mieszkających może nawet obok siebie lub w nieznacznej odległości. Między nimi jednak jest przepaść. Jeden jest obywatelem Polski drugi jest obywatelem plemienia jedynie mieszkającego w Polsce.
To jest źródło konfliktu, moim zdaniem. Stąd mamy kilka pochodów. Każdy jest patriotyczny. Każdy jest bardziej polski. Mamy wielu polityków. Każdy jest patriotą. Mamy i prezydenta i premiera, też patriotów. Tylko nie ma i nie będzie między nimi nigdy zgody. Póki będą reprezentować interesy swojego plemienia. Dzielić się Polską w ramach swojego plemienia. Za rok wybory. Już zaczynają się przepychanki wśród polityków, aby się przybliżyć do oligarchów partyjnych. Przecież to oni decydują o bycie lub niebycie polityka w życiu. Poprzez kreowanie jedynek wybierają swoich kolesi do sejmu i senatu wpływając na kariery polityczne “swoich” polityków. To jest chore. Przywilej ten w demokracji należy do wyborców. Jako wyborcy, finansujemy ten system, archaiczny i kompletnie nie przystający do elementarnych standardów wyborów demokratycznych. Możemy jako suweren tak zmienić system władzy, że nie będzie mowy o żadnych łupach plemiennych po wygranych wyborach. Po prostu nie będzie przywilejów dla polityków u władzy. Po co “kopać się z koniem” o koryto. Nam nie zależy na tym korycie. Wystarczy zlikwidować koryto…

